O czytaniu

Czytanie może być użyteczne jedynie w przypadku instrukcji obsługi pralki.

Nabokov, Wilde, Szymborska, i, ośmielę się zaryzykować, chyba każdy, kto miał trochę większą styczność z literaturą (a zwłaszcza beletrystyką), zgodnie twierdzą, że nie służy ona do niczego, że jest zabawą.

Biadolenie nad tym, że Polacy nie czytają, pewnie przypomina im polonistów z liceum, wymachujących Słowackim. Pokażmy im klawe książki, może wtedy zaczną czytać.

* * *

Socjolog zajmująca się problematyką czytania w rozmowie z Jonathanem Franzenem, którą ten referuje w zbiorze esejów „How to Be Alone”, wymienia trzy (a właściwie dwa) czynniki wpływające na rozwój nawyku czytania – 1. wpływ rodziny (tak, to znowu wina naszych starych), który z kolei dzieli się na: 1a. wpływ rodzin gorzej sytuowanych, w których czytanie traktuje się jako część pracy nad sobą i sposób na awans społeczny; 1b. wpływ rodzin lepiej sytuowanych, w których czytanie uważa się za element dobrego wychowania, oraz 2. wpływ poczucia alienacji społecznej, która popycha dziecko w wyimaginowane światy literackie, nawet jeśli jego rodzice nie czytają. A więc czytasz książki albo dzięki swoim rodzicom, albo jak jesteś freakiem. Fajnie, co?

PS. A to badanie amerykańskich naukowców nie dowodzi wcale tego, że empatię zwiększa czytanie jakiejkolwiek fikcji, tylko raczej czytanie jej bardzo konkretnego rodzaju, tzn. wymagającej.

To tak jakby powiedzieć, że oglądanie telewizji zwiększa wiedzę ogólną, opierając się tylko na widzach teleturniejów (i to też tych ambitniejszych).

marzec 2016