Zwykle nie piszę o tym…

Zwykle nie piszę o tym, ile razy i z jakiej okazji poszedłem do dentysty, okulisty albo dermatologa. Właściwie chyba nigdy. Bo i po co? Wychodzę z założenia, że każdy rozsądny człowiek, kiedy coś mu się dzieje z zębami, oczami albo skórą, wybiera się do specjalisty. Oczywiście nie od razu – najpierw musi odwiedzić lekarza rodzinnego, a tam – niejednokrotnie, jeśli wierzyć relacjom – dosłownie wyszarpać mu z zębów tego Świętego Graala każdego petenta polskiego systemu ubezpieczeń zdrowotnych: SKIEROWANIE.

Rozmawiałem z ludźmi, którzy radzili wprost, odwołując się do własnych doświadczeń i metod, żebym wyolbrzymiał, a czasem wręcz zmyślał symptomy, byle tylko dostać ten cholerny świstek papieru. Pewnie też znacie osoby, które tak postępują. Może zresztą w naszym pięknym kraju taki jest po prostu zwyczaj. Mnie akurat zawsze przychodziło to z trudem, broń Boże nie z powodu nienagannej postawy moralnej, ale zwyczajnie przez tremę. Chyba tylko raz odważyłem się powiedzieć lekarzowi, że coś mnie boli częściej albo bardziej niż w rzeczywistości.

Nie wpadłem też jeszcze w sidła totalnego relatywizmu naukowego i nie chodzę po znajomych z bolącym zębem, mając nadzieję, że pomoże mi narzekanie na niego albo że ktoś zaproponuje skuteczną terapię w rodzaju okładu obierkami ziemniaków. Idę do dentysty. A jeśli ktoś przyszedłby z zębem do mnie, też bym go tam odesłał.

Z pierwszej i drugiej ręki znam wiele osób, które, gdy mają problem ze zdrowiem, wcale nie idą po pomoc do znachorów czy bliskich, tylko dostają się do specjalistów – i to często podstępem godnym wytrawnych strategów. Zarazem znam takich, co z tym samym strategicznym kunsztem wizyt u fachowców unikają. Często są to jedne i te same osoby – ludzie, którzy nie szczędzą środków, byle tylko trafić do gabinetu specjalisty, ale pod warunkiem, że tym specjalistą nie jest psychiatra albo psycholog. A kiedy coś złego zaczyna się dziać w ich głowach, czytają książki, najczęściej wątpliwego pochodzenia, albo liczą, że z problemów wyleczy ich rozmowa z kimś bliskim.

Otóż z mojego skromnego doświadczenia wynika, że książki, choćby te najlepsze (a rzadko są to te najlepsze), zdają egzamin tylko do pewnego momentu i tylko pod pewnymi względami. Nie jest to miejsce, żeby o tym pisać, ale na potrzeby tego tekstu załóżmy, że komuś książki nie pomogły. Nadal czuje się źle. I tutaj też niestety muszę rozczarować, że bliscy, choćby nie wiem jak życzliwi, specjalistami od „ludzkich dusz” często nie są. Więc jeśli nie oczekujemy, że znajomy, który nie jest lekarzem, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odejmie nam rwę kulszową, to nie oczekujmy też, że odejmie natrętne czarne myśli.

U psychologa byłem w życiu trzy czy cztery razy. U psychiatry raz. Jeśli myślicie, że wizyta terapeutyczna wygląda jak w filmach – tzn. pacjent siedzi i gada, a terapeuta śpi z otwartym oczami – to tak, jak byście wiedzę o stomatologii czerpali z horrorów. W rzeczywistości psycholog mówi dużo, zwykle faktycznie mniej niż pacjent, ale naprowadza, pomaga.

Parę rzeczy, o których trzeba pamiętać: jeśli idziemy do psychologa, to nie ukrywamy objawów, tak samo jak nie mówimy ortopedzie, do którego dostaliśmy się po ciężkich bojach, że właściwie ta noga nas tylko trochę ćmi. „No to w czym problem? Dziękuję, do widzenia”.

Druga rzecz – psycholog psychologowi nierówny. Dla mnie sygnałem alarmowym jest, kiedy widzę, że terapeutę pacjent trochę mało obchodzi. Może tak być z różnych wzgędów, niekoniecznie ze złej woli psychologa. Warto dać mu szansę i nie skreślać po pierwszej czy drugiej wizycie, może po prostu ma zły dzień. Ale jeśli sytuacja się powtarza, radziłbym iść gdzie indziej. Ja zrobiłem tak raz.

Z pójściem do psychologa lub psychiatry na NFZ jest pewnie taki sam problem, jak z innymi specjalistami. Z mojego doświadczenia wynika, że najlepiej pójść do lekarza rodzinnego, który jest młody – który rozumie, że psychiatria i psychoterapia to dziedziny jak każde inne, i który nie zaleci nam na depresję wycieczki nad morze.

Co należy powiedzieć? Prawdę. Że się źle czujemy, mamy problem z myślami, że sobie nie radzimy. To ostatnie może być decydujące. Dumę trzeba schować do kieszeni i tak naprawdę to bywa najtrudniejsze, ale z objawami innych chorób często nie jest inaczej. Z tym że z jakiejś przyczyny proste stwierdzenie, że przygniatają nas emocje i myśli, przysparza nam więcej wstydu niż ból krzyża, przez który nie możemy się schylać ani pomagać w domu. Niepotrzebnie. Trzeba otwarcie powiedzieć, że nam ciężko. Wręcz zasugerować skierowanie do terapeuty. Pomyślcie, jak byście się zachowali, gdyby coś wam zżerało wątrobę, a nie głowę. Bo o głowę trzeba walczyć tak samo jak o inne części ciała.

Jakie są oznaki, że trzeba się udać do specjalisty? Poniżej kilka moich nieśmiałych podpowiedzi, ale więcej i lepiej znajdziecie na dole w bibliografii:

  • nie możesz się zmusić, żeby wstać z łóżka;
  • nie dbasz o swoje elementarne potrzeby – nie jesz, nie myjesz się ani za bardzo nie ruszasz;
  • nic, albo prawie nic, nie sprawia ci przyjemności ani satysfakcji;
  • bez przerwy robisz jedną rzecz, zaniedbując przez to inne – oglądasz facebooka, gołe baby, seriale, a nawet czytasz książki;
  • nie masz żadnych planów ani marzeń albo też w żadne nie jesteś w stanie uwierzyć, zaangażować się;
  • z byle powodu, albo zgoła bez wyraźnego powodu, denerwujesz się lub smucisz, płaczesz;
  • nadużywasz substancji odurzających – alkoholu, narkotyków, kawy, sudafedu, (książek!), czegokolwiek.

Mieszkam na Wildzie, gdzie zaczyna się poznańskie zagłębie alkoholowe, i codziennie widzę, co alkohol robi z ludźmi – na klatkach schodowych, w sklepach i pod sklepami, w tramwajach i na przystankach. Zetknąłem się z wieloma osobami, w których rodzinie alkohol był i jest problemem i moją zresztą też to dotknęło, na szczęście nie najbliższą. Wiem jedno – jeżeli za dużo pijesz, pijesz, bo ci smutno, albo też pijesz, bo świat się od ciebie odwrócił, to bardzo możliwe że widzisz przyczyny swojego picia zupełnie na opak. Według mojej najlepszej wiedzy uzależenienia nie są spowodowane warunkami zewnętrznymi, chyba że ktoś za naszymi plecami dolewa nam procentów do herbaty. Ale wtedy i tak musimy się leczyć z uzależnienia, a nie z tego, źe świat jest zły, okrutny i szary.

Jedną z najważniejszych umiejętności w życiu jest z jednej strony szukanie pomocy, bo do tego potrzeba odwagi i przyznania przed sobą, że samemu się czegoś nie umie albo nie może; a z drugiej strony wykorzystanie tej pomocy, kiedy się ją już dostanie, do uniezależnienia się od niej. Najłatwiej i najwygodniej jest tkwić ciągle w tym samym dole, bo jest znajomy i swojsko cuchnie, i czekać aż coś skapnie z góry. Trudniej jest znaleźć sposób, żeby wygramolić się na powierzchnię, a potem znaleźć w sobie siłę, żeby na niej zostać.

I jeszcze jedno: Anglicy mówią „play the long game” – nastaw się na długi mecz. Dbanie o zdrowie, czy chodzi o oczy, serce czy głowę, to długofalowe zajęcie. Nikt z odrobiną rozsądku nie oczekuje chyba, że wystarczy jedna wizyta u dentysty, żeby zachować zdrowe zęby; że można jeść same tłuste rzeczy i cieszyć się sercem jak dzwon aż do starości.

Dbaj o własną głowę tak jak byś dbał o własne oko.

marzec 2017

BIBLIOGRAFIA,
czyli kilka przydatnych linków, pod którymi znajdziecie więcej rzetelnych informacji oraz inspirację:

PSYCHOTERAPIA:

* Historie osób, które poszły na terapię;

* Wszystko, co musisz wiedzieć przed rozpoczęciem psychoterapii;

* 10 mitów o psychoterapii (dostęp po rejestracji, 3 darmowe teksty tygodniowo);

* Jak żyć i nie zwariować – wywiad z prof. Bogdanem de Barbaro, psychiatrą i psychoterapeutą (dostęp po rejestracji, 3 darmowe teksty tygodniowo);

DEPRESJA:

* 10 charakterystycznych objawów depresji;

* Oswajanie depresji; (dostęp po rejestracji, 3 darmowe teksty tygodniowo);

* Jakby zmierzchało – wywiad z prof. Dominiką Dudek, psychiatrą (dostęp po rejestracji, 3 darmowe teksty tygodniowo);

UZALEŻNIENIA:

* Definicja uzależnienia ze strony Instytutu Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego;

* Uzależnienie a depresja;

* Alkoholizm w Polsce – raport Biura Analiz Sejmowych z 16 czerwca 2016 roku;

* Raporty Polskiej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych;

BONUS:

* Amanda Palmer – „Sztuka proszenia” (wideo, napisy polskie):
YouTube / TED.com;

WARTO ŚLEDZIĆ NA FACEBOOKU:

Zdrowa Głowa, Charaktery, Stowarzyszenie Aktywnie Przeciwko Depresji