Whiplash

3 na 10.

J.K. Simmons małpujący Hugh Lauriego z Dr. House’a (swoją drogą im więcej czasu upływa od emisji tego serialu, tym bardziej jestem przekonany, że jego wpływ na kino i telewizję jest katastrofalny) i R. Lee Ermeya z „Full Metal Jacket” w jednym z najbardziej łopatologicznych, przewidywalnych i frustrujących filmów, jakie widziałem od dawna. Jeśli przypadkiem byście nie wiedzieli, że droga do sukcesu wiedzie przez krew, pot i łzy – to ten film wam to uzmysłowi, dobitnie i bardzo dosłownie. Jak na mój gust o wiele zbyt dosłownie, a co gorsza groteskowo i zupełnie nie wiarygodnie.

Piękny film o miłości do muzyki, zmienianiu swojego życia i wytrwałości, który mogę polecić zamiast tego, to „W rytmie serca” z 2005 roku. „Whiplash” lepiej omijać szerokim łukiem.

grudzień 2016